Rowerowy sezon pełen rodzinnych przygód, pięknych tras i kilometrów przejechanych w najróżniejszych zakątkach Polski. Od nadmorskich ścieżek i mazurskich krajobrazów po leśne drogi i bardziej wymagające podjazdy. Sprawdziliśmy nasze KTM-y w różnych warunkach, a po drodze nie zabrakło niespodzianek, małych wyzwań i wspomnień, które zostaną z nami na długo.
Nasze rowerki zabieraliśmy ze sobą niemal wszędzie – nad morze, na Mazury, na campingowe weekendy i dalsze rodzinne wyjazdy. Nie zabrakło też tras bliżej domu, w Łodzi i okolicach, a także w Spale i Tomaszowie Mazowieckim. Najbardziej lubimy w rodzinnej jeździe na rowerze, że nie trzeba wielkich planów, żeby przeżyć fajną przygodę. Czasem wystarczy znaleźć ciekawą trasę, wskoczyć na rowery, założyć kaski i po prostu ruszyć przed siebie.

Trzy rowery, setki kilometrów i mnóstwo przygód!
Po takim sezonie przyszedł czas na podsumowanie. Wiemy już, że każdy z naszych rowerów sprawdzał się trochę inaczej – w zależności od trasy i naszych potrzeb. Który rower sprawdził się najlepiej, co doceniliśmy najbardziej i czy dziś wybralibyśmy coś inaczej?

Przez cały sezon towarzyszyły nam trzy różne rowery – KTM X-LIFE ACTION, KTM ULTRA SPORT 29 oraz PUKY LS-PRO Janka. Każdy z nich miał swoje mocne strony i trochę inne zadanie, dlatego po przejechaniu tylu kilometrów możemy już całkiem dobrze powiedzieć, co sprawdziło się u nas najlepiej.
KTM X-LIFE ACTION Flaming Black – XS
To mój rower na rodzinne wycieczki i dłuższe trasy. Najbardziej doceniam w nim wygodę, stabilność i uniwersalność. Dobrze sprawdzał się zarówno na spokojniejszych trasach, jak i podczas dłuższych wycieczek nad morzem.

To właśnie do niego montowaliśmy fotelik dla córki. W przypadku KTM ULTRA SPORT 29 Vapor Grey nie mieliśmy takiej możliwości ze względu na ograniczenia związane z mocowaniem fotelika.

Na KTM X-LIFE ACTION pokonałam naprawdę sporo kilometrów. Po całym sezonie mogę powiedzieć, że jest to rower, który bardzo dobrze sprawdza się podczas rodzinnego podróżowania, kiedy liczy się przede wszystkim komfort i możliwość spędzenia kilku godzin na trasie.

KTM ULTRA SPORT 29 Vapor Grey – M
Ten rower lepiej niż moja „czarna strzała” sprawdzał się wtedy, kiedy trasa robiła się bardziej wymagająca. Duże koła i grube opony dobrze radziły sobie na szutrowych drogach, dłuższych odcinkach i zróżnicowanej nawierzchni, a rower dawał poczucie stabilności i pewnego prowadzenia. Czasem jak mam ochotę na bardziej wymagającą trasę, podkradam go mężusiowi,

Oczywiście, jak to podczas rowerowych przygód bywa, nie obyło się bez małych niespodzianek! Raz złapaliśmy gumę, ale na szczęście byliśmy przygotowani na taką sytuację. Zestaw naprawczy okazał się niezastąpiony i pozwolił nam wyjść z opresji bez konieczności kończenia wycieczki przed czasem. To kolejny dowód na to, że podczas rodzinnych wypraw warto nie tylko cieszyć się trasą, ale też pamiętać o odpowiednim przygotowaniu. Bo przecież właśnie takie nieplanowane przygody często stają się później częścią naszych najlepszych wspomnień!
PUKY LS-PRO – rower Janka
W przypadku Janka najważniejsze były lekkość, wygoda i możliwość samodzielnej jazdy. Niska waga roweru okazała się ogromnym atutem podczas dłuższych rodzinnych wycieczek. Dzięki temu Janek mógł bez problemu pokonywać razem z nami kolejne kilometry. Przy rodzinnych trasach ma to naprawdę duże znaczenie – dziecko nie męczy się niepotrzebnie samym rowerem i może po prostu cieszyć się jazdą.

Jedną z tras, na których mieliśmy okazję przetestować nasze rowery, była Droga Pienińska Polska → Słowacja: Krościenko → Szczawnica → Czerwony Klasztor cała trasa ma około 13 km w jedną stronę.

Droga Pienińska to jeden z tych zakątków, które najlepiej odkrywać na dwóch kółkach. Trasa prowadzi wzdłuż Dunajca, pomiędzy pienińskimi skałami i górami, a widoki naprawdę robią wrażenie. Warto jednak zachować ostrożność. Po stronie słowackiej na części odcinków nie ma barierek, a miejscami pojawiają się większe nachylenia. Z dziećmi najlepiej więc jechać spokojnie i dostosować tempo do warunków.
Na tej trasie nasze rowery po raz kolejny zdały egzamin. Doceniliśmy przede wszystkim wygodę, stabilność i dobre prowadzenie, również na momentami kamienistej nawierzchni. Przy bardziej wymagających fragmentach przydawały się także amortyzacja i płynna zmiana przełożeń.
Ale właśnie podczas górskich tras coraz częściej pojawiała się jedna myśl…
Czy przyszedł czas na elektryka?
Przy większych podjazdach, szczególnie podczas dłuższych tras i jazdy z fotelikiem z tyłu, momentami naprawdę marzyło nam się wspomaganie elektryczne. Oczywiście daliśmy radę bez niego, ale po przejechaniu tylu kilometrów dużo lepiej rozumiemy, gdzie rower elektryczny może mieć sens. Nie chodzi o to, żeby jechać bez wysiłku. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby dłuższy podjazd nie odbierał przyjemności z jazdy, żeby można było pokonać więcej kilometrów i nadal mieć ochotę na kolejną trasę.
Co wybrałabym dziś?
Po całym sezonie wiem, że nie ma jednego idealnego roweru do wszystkiego. Dużo zależy od tego, gdzie jeździmy, jak długie są nasze trasy i kto na nich jedzie. Po tym sezonie jedno wiem na pewno – rowery stały się dla nas czymś więcej niż tylko sposobem na przemieszczanie się. To wspólny czas, ruch, odkrywanie nowych miejsc i mnóstwo małych rodzinnych przygód.
Nad morzem, na Mazurach, podczas campingu, na mazowieckich trasach, w Łodzi i okolicach, w Spale, Tomaszowie Mazowieckim, Pieninach i wielu innych miejscach. Czasem blisko domu, czasem setki kilometrów od niego.
Ale gdybym dziś miała wybrać dla siebie rower elektryczny, moim faworytem byłby KTM Macina Cross CX 510 LFC Black Trapeze. Szczególnie po naszych górskich wyjazdach widzę, jak dużą różnicę może zrobić wspomaganie. Myślę, że taki rower świetnie sprawdziłby się podczas naszych dłuższych rodzinnych wypraw, szczególnie tam, gdzie pojawiają się podjazdy. Duży wybór znajdziecie na stronie marki KTM BIKE INDUSTRIES.
I właśnie to jest chyba największą wartością całego sezonu – że dzięki rowerom zobaczyliśmy jeszcze więcej i spędziliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu.
A kolejny sezon? Na pewno będzie równie rowerowy. Tylko kto wie… może tym razem z odrobiną elektrycznego wsparcia.
A Wy? Wolicie klasyczny rower czy myślicie o elektryku?
*wpis powstał w ramach współpracy ambasadorskiej