„Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!” to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga www.mama-dwojki.pl. Powstała ona, po tym jak przeczytała wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl <– tutaj przeczytasz post, od którego wszystko się zaczęło. Dobrze czytasz! Mamy pracuja nawet kiedy śpią, dniami i nocami, w weekendy, święta i dni powszednie.  Wtedy kiedy jadą tramwajem myśląc o swoich dzieciach. Ot taka nasza dola  „Matka Polka „.

Ten wpis stał się dla niej inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia ” Leżę i pachnę”

Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!

Jak bardzo niesprawiedliwe określenie o tym, że „kobieta, która siedzi z dzieckiem w domu po prostu siedzi i pachnie”, wie tylko ten, kto tego doświadczył. A i owszem w przerwach między praniem sprzątaniem, gotowaniem i tysiącem innych obowiązków czasem znajdzie czas by ładnie pachnieć. Muszę powiedzieć, że ma to z siedzeniem niewiele wspólnego. Upss, pewnie narażę się dziś nie jednej osobie, nie zamierzam oczywiście tu narzekać na swój ciężki los, ale taka jest racja. Macierzyństwo i wychowywanie dzieci w przerwie na urlop rodzicielski lub macierzyński ma z siedzeniem nie ma nic wspólnego. W sumie racja niby nie pracuję, nie wychodzę jak mój mąż o 6 rano do pracy, nie znikam z domu do pracy, ale czy leżę i pachnę i jaka jest prawda, wiesz chyba sam/a!

Siedzi z dzieckiem w domu i narzeka, że jest zmęczona. Oj za takie słowa byłabym gotowa pogryźć. Oj ile raz słyszałam takie teksty wypowiadane przez znajomych i rodzinę, a mnie aż szlag trafiał. Na szczęście w moim przypadku mam pełne wsparcie od mężula, który pierze, gotuje, prasuje i sprząta więcej ode mnie, może dlatego nie jestem aż tak bardzo przemęczona i sfrustrowana. Małżeństwo to związek partnerski i tak jest u nas. Nie ma czegoś takiego, że  kobieta jest od sprzątania i od garów. My się świetnie uzupełniamy, ale wypracowaliśmy to wspólnie przez ładnych parę lat, od kiedy ze sobą mieszkamy. Uff, taki egzemplarz mi się trafił więc narzekać nie będę. Od niego nigdy nie usłyszałam zarzutów, że coś mu nie pasuje, że nie ma obiadu czy coś w tym stylu.

Bycie podwójną mamą to wyzwanie, wiem niektóre mają gorzej, ale to jednocześnie najlepsze co zdarzyło się w moim życiu. Ciężka praca, dni pełne niewiadomych, stres i walka z ciągłym brakiem czasu. Jednocześnie dar od losu i życia. Macierzyństwo to praca, za którą otrzymujesz wynagrodzenie w postaci tysiąca Kocham Cię mamusiu, miliona buziaków i tulinek, kartek zrobionych przez dziecko na dzień matki lub urodziny. Praca, która potrafi nieźle dać w kość, ale jednocześnie sprawia, że jestem najszczęśliwsza kobietą pod słońcem.

Przez cały dzień wykonując tysiące mniej lub bardziej potrzebnych czynności, czasem sobie ponarzekam, czasem poużalam się na swój ciężki los, ale nie zamieniłabym tego. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez dzieci. W mojej głowie myśl, że nie mam dzieci, nie mam się o kogo troszczyć, z kim sprzeczać i droczyć nie istnieje. Dla moich dzieci zrobiłabym wszystko i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Bycie mamą to praca, którą kocham pomimo tego, że czasem sobie ponarzekam.

Choć znam przypadki facetów, którzy mają ogromne wymagania w stosunku do swoich żon, partnerek  nie dając nic w zamian. I ich wielkie zdziwienie, kiedy słyszą, że ona jest zmęczona, że czasem jej brakuje sił i czasu na cokolwiek. A czasem, zamiast iść z koleżankami na plotki woli się wyspać i odpocząć, z czym jest problem szczególnie jak w domu są dzieci. Każdego dnia niby to samo, a jednak inaczej, bo nigdy nie ma pewności czy coś tam nie wyskoczy po drodze. Czy maluch, który rano nie poszedł do przedszkola z niego nie wróci?, lub czy gorączka, którą miał wczoraj dziś nie okaże się jeszcze wyższa?

Kochani z dziećmi nigdy nie wiadomo więc czasem nasze plany pozostają w strefie marzeń. Która z Was jednocześnie myła zęby sobie i dziecku, w tym samym czasie wkładając ubrania do pralki? Przy okazji rozczesując dziecku włosy i próbując zakładać mu skarpety. Która z Was gotowała obiad usypiając dziecko i jednocześnie robiąc kilka innych rzeczy? Którą z Was do furii doprowadza fakt, że 5 minut temu uprzątnęłam wszystkie zabawki łącznie z odkurzaniem a na środku  pokoju znowu leży wysypana góra klocków z okruchami z pojemnika na zabawki. Czasem Warto dać sobie na luz. Wiem czasem ciężko się przełamać, ale z upływającymi dniami na walce z rzeczywistością, i totalnym chaosem można się do tego przyzwyczaić.

Kochani z dziećmi i przy dzieciach w domu tak jak na karuzeli. Nic nigdy nie wiadomo, jaki będzie tego finał. Czasem mam wrażenie, że jest to totalny chaos i pełna improwizacja. Że to, co się dzieje wokoło mnie nie dzieje się naprawdę, przecież plany miałam inne? U mnie tak właśnie wygląda macierzyństwo, to nie plan dnia i tygodnia od a do z tylko pełna improwizacja tak jest przynajmniej w moim przypadku, w przypadku osoby, która zawodowa, na razie nie pracuje, choć cholernie za tym tęskni i często mam problem z ogarnięciem wszystkiego wokół siebie a czasami mam nawet wrażenie, że właśnie się zaczyna dzień świra. Choć muszę powiedzieć, że im więcej mam zajęć i spraw na głowie staję się bardziej zorganizowana. Być może powrót do pracy byłby okazją, by się o tym przekonać.

Śniadanie, pranie, prasowanie, tysiące innych obowiązków, a to trzeba wyskoczyć do sklepu po buty, bo po zimie okazały się za małe, a namówić Jaśka do przymierzenia w sklepie graniczy z cudem. Budzę się i niby każdego dnia i wiem co i jak, niby mam plan działania, niby wiem, że do zrobienia jest obiad, pranie, że trzeba skończyć wpis na bloga, zrobić z dzieckiem obiecaną pracę plastyczną, zbudować zamek z klocków, przeczytać bajkę, posiać kupione warzywa i zieleninę. I tak sobie wymyślam jakby mi zajęć było mało. A to jeszcze jakieś odkurzanie by się zdało zrobić jak akurat młodego nie ma w domu, by kurz mu ni szkodził. A gdzie jeszcze zakupy, wizyta u stomatologa i wiele innych zajęć. Dobrze, że w moim przypadku mój maż staje na wysokości zadania, nigdy się nie żali i pomaga jak tylko może. Brawo on 🙂

To częściej ja jestem ta niedobrą i narzekającą, uff wyrzuciłam z siebie ten ciężar. Czuję się rozgrzeszona. Z tego miejsca tez dziękuję mojej Teściowej, która wychowała dla mnie fantastycznego faceta i męża. Męża, który wspiera, pomaga i czasem wręcz wygania z domu jak np. wczoraj uparł się bym poszła na kino kobiet. Więc cóż nie będę u robiła na złość i chyba pójdę. Jeżeli jednak nie masz tak dobrze, jak ja, a Twój facet nie rozumie tego jesteś zmęczona może warto rzucić go na głęboką wodę i zostawić ze wszystkimi obowiązkami i dziećmi na głowie na kilka dni. Może to jest sposób na to, by wytłumaczyć mu, że Ty pomimo siedzenia w domu też ciężko pracujesz. Że odwalasz kawał ciężkiej i czasochłonnej roboty, że dla ciebie zazwyczaj na pierwszym miejscu liczą się dzieci i maż a dopiero Ty sama na samym końcu. Może po Twoim powrocie zmieni nastawienie do Ciebie i Twojej pracy.

Nie mam zamiaru Cię okłamywać, że u mnie wszystko jest super, że nigdy się nie sprzeczamy, że całe nasze wspólne życie z P. to jedno pasmo szczęścia.  Tak nie jest i jak sama/m  wiesz, że życie bywa brutalne i okrutne, ale to my musimy mieś tyle siły odwagi aby zawalczyć o siebie i o spełnianie swoich marzeń. Nie ma idealnych związków zawsze jest jakieś ale, ja przynajmniej nie wierzę w ideały. Mnie samej do ideału bardzo daleko, ale nie zamierzam się zmieniać. Wiem tylko jedno dla moich synów chcę być jak najlepszą matką na świeci a dla męża dobrą choć czasem wredną żoną.

Mój zwykły, niezwykły dzień 🙂 

5:15 Mamuś do dużego łóżka. Więc wiecie nocka dla mnie się skończyła. Zasnęliśmy coś ok. o 23:45. Istne szaleństwo, tzn. on zasną o 23:45 ja około godziny później.

5:50 Dzwoni budzik. Czas Kacpra budzić, niestety dziś mam zajęcia na zerówce, więc chciał nie chciał do szkoły ma na 7:00 Uff dobrze, że to już za mną. A chłopczyk musi umyć głowę i ogarnąć się. Wiecie nastolatek w domu to nie lada wyzwanie i test cierpliwości matki.

6:00  W międzyczasie Paweł wychodzi do pracy a ja zostaję na polu bitwy. Próbuje skoczyć zrobić starszemu kanapki do szkoły wnet odzywa się Jasiek mamuś wracaj. I znowu wracam do łóżka. Czas na Milianie i pieszczoty i oczywiście opowiadania z dzieciństwa. Skąd te dzieci biorą energię?,  Z kosmosu chyba!

6.45 Jony przysypia, więc próbuje się wyswobodzić z jego uścisku, udaje mi się to za 5 razem. Uff udało się!

7.15 Gotowa, udało mi się wypić kawę czekam aż wstanie. Jak mam  coś  nowego na blogu udostęniam dalej.  Max 15 minut, o 7,30 dobudzam Jaśka.

7.45 Wstaje Jasiek, szybie ubieranie, mycie zębów, odmawia zjedzenia śniadania, bo będzie jadł w przedszkolu i w drogę.

8.00 Wychodzimy do przedszkola, chwila relaksu!

9.15 Urząd pracy, kolejka, niby nic nowego. Pracy trzeba szukać we własnym zakresie.

11.55 Szybkie zakupy, wysłanie listu na poczcie, kolejka na max i robi się południe.

13.15 Odbieram Jaśka z przedszkola, czas powrotu do domu. Odwiedzamy piekarenkę i plac zabaw w domu jestem na 14tę. Mamy do przejścia 250 metrów. Ach te powroty.

14.15 Zabieram się za obiad w międzyczasie wstawiam pranie. Obiad ugotowany dzień wcześniej przez mężula. Uff..!

15.30 Z pracy wraca Paweł, jemy obiad i wychodzimy na spacer do pobliskiego lasku nakarmić wiewiórki.

16.30 Czas na herbatę, pozwalam Jaśkowi oglądać bajkę a sama staram się ogarnąć bloga i zdjęcia. I wysłać do rodziców, wiecie przewodnicząca 3-ce klasowej zawsze ma zajęcie.

17.00 Obiecane malowanie farbami, niestety w domu tylko ja to biorę na siebie. Niestety maż nie lubi tego chaosu i bałaganu który przy tym powstaje.

18.00-19.00 Czas wolny. Tzn., dla kogo wolny to wolny. Zabieram się do wieszania prania i ogarnięcia bałaganu po malowaniu.

19.30 Wpadam do Kacpra zapytać o spóźnienie w szkole i o język Polski. Mija 30 minut wychodzę bez konkretów.

20.00-22.00 Więc wiecie mycie i takie tam sprawy. Czytanie bajek, opowieści z dzieciństwa i dziecko po 22:00 pada w naszym łóżku. Często ja też padam razem z nim.

23.00 Przenosimy Jasia do jego łóżeczka i dobranoc. Oby nie wstał przed 5 rano.  Zobaczmy, co się stanie tej nocy?  Czasem  siadam do komputera aby popracować w spokoju.  

Macierzyństwo jest piękne , cudowne wręcz urocze, ale czasem potrafi dać ma nieźle popalić! I niestety nie można wziąć w tym przypadku urlopu na żądanie, choć czasem warto uciec, choć na chwilę, aby inni Cię docenili. Teraz pytanie do Was kto mi dla rozgrzeszenie?

Postanowiła zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją ” kartkę z kalendarza”. Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji.

17354885_931492290320827_216211572_n

Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych „kartek w kalendarza”. Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego.

 Odwalamy kawał wielkiej roboty,  wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy.  Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.

A jak jest z Tobą, Ty tez leżysz i pachniesz od rana do wieczora, czy masz podobnie jak ja i ine znane mi mamy?  

 

34 thoughts on “Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje! Gdzie jej szukać?”

  1. Pachnę, leżę i nic nie robię….haha może kiedyś ale teraz mam podobnie. Czasem jestem zmęczona, czasem mam migrene a Sebek dokazuje i co i nic muszę to przetrwać, nie schowam dziecka do szafy, sama bym wtedy do niej weszła na 5 minut w ciszy i ciemności. I tak jak Ty nie zamienilabym żadnej takiej chwili na nic innego. Nasz dzień troszeczkę różni się od Waszego w kwestii spania…..Sebek zasypia ok 20:30 a wstaje po 7, a tak dzień jak co dzień gary , kurze, pranie, zakupy. Do pracy może uda się iść od września jak się znajdzie ta odpowiednia. 😊 Pozdrawiamy 😙

  2. Mój dzień to: 4.50 pobudka
    4.50 do 5.10 ogarniecie się
    5.10 szykowanie śniadania do pracy, szykowanie sniadanka domowego dla 2 latka i ośmiolatka, śniadanie do szkoły
    5.40 wyjście do pracy
    5.40-6.40 droga do pracy
    7.00 zaczynam pracę
    8.15 telefon do babci ktora zawozi najmłodszego do żłobka z pytaniem jak dzis bylo?
    15.00 koniec pracy
    15-15.50 droga do domu po drodze zakupy szybkie
    Po 16.15 w domu
    Szybki obiad, ogarniecie najmłodszego i lekcje ze starszym. Dwa razy w tygodniu zajęcia taneczne starszego od 17.00 do 18.00. Ok 18.30 powrót, zabawa z dzieciakami, kolacja, ukladanie do snu. Szykowanie ubrań i plecaka do szkoły i zlobka. Maly prawie zawsze usypia z mama, starszego zagania tata do snu. Często padam z dziecmi, bo mój najmłodszy potrafi wstawać jeszcze do 4 razy w nocy. Jednak trzeba wstac zrobić pranie, załadować zmywarkę i ogarnac dom…..

  3. W moim przypadku do planu dodałabym jeszcze pobudki na karmienie ok 1.00 i 4.00 … i częstą zamianę wycieczki do przedszkola na wycieczkę do przychodni, inhalowanie, mierzenie temperatury, podawanie lekarstw, oklepywanie itp. Oczywiście mama wtedy musi być zdrowa – jak w reklamie 🙂

  4. Do kiedy można dołączyć do akcji? Mam ochotę, choć widzę to trochę inaczej. Pewne jest to, że mama w domu zawsze ma robotę, ale… no właśnie. Odkąd wróciłam do pracy na etat i jestem w domu między 16 a 17 godz. to stwierdzam, że na macierzyńskim naprawdę leżałam i pachniałam. Teraz muszę to wszystko, co inne mamy będące w domu, upychać w jeden krótki wieczór niestety. I serio serio tęsknie na macierzyńskim, kiedy „siedziałam” w domu.

    1. Masz rację, na pewno mamy które maja tylko dom i dzieci do ogarnięcia mają lżej, choc wszystko w zależności od tego jak sobie wszystko poukładamy. Niewątpliwoie mamy więcej czasu niż mamy na etacie, a obowiązki podobne.

  5. oj tak Kochana łatwo nie mamy a zarazem to nasze najpiekniejsze chwile w zyciu to etap który skończy sie wraz z pojsciem dziecka do szkoły lub wczesniej .Siedze i pachne non stop ale jakie ja mam zapachy-najczesciej farbek lub sików-młodsza ma etap odpieluchowania wiec sama dobrze wiesz jak to jest:)Leże oo tak bardzo czesto na podłodze jak zbieram klocki i nie moge sięgnąc:) albo na mnie siedza dziewczynki a ja jako konik.:)Takze wiesz ten tego- 🙂 siedzimy i lezymy:) Dobrze ze trafiły sie nam madre dobre chłopy:0 co rozumieja jak jest.

  6. Każdy dzień bez niespodzianek i kontaktu z ludźmi u mnie może powodować stany depresyjne 😉 Dlatego, zwłaszcza w okresie, gdy mamy w domu maluszka trzeba wychodzić na spotkania, z koleżankami lub nieznajomymi 🙂 Wtedy każdy dzień z dzieckiem jest inspirujący, a prace w domu wykonuje się przy okazji 🙂

  7. Taaaakkkk mama siedzi w domu z dzieckiem. Eh jakby to miało cokolwiek z siedzeniem wspólnego. Ba. Ja teraz siedzę w domu bez dziecka nawet, bo dzieci w przedszkolu. No bo przecież praca z domu to nie praca dla większości ludzi eh. Jak urodziłam córkę to nie mogłam doczekać się powrotu do pracy. Wróciłam po roku bo myślałam, że oszaleję dłużej w domu. I…jak tylko wróciłam to zaczęłam cholernie tęsknić do tych dni tylko z dzieckiem. Rajd Dom-żłobek-praca-żłobek-zakupy-dom to był koszmar jeszcze gorszy niż bycie w domu.

  8. sama prawda w tym tekście. przeczytałam kartkę z kalendarza – ja mam pod tym względem dobrze, bo mój Młody śpi w dzień i wtedy mogę pracować. Po 23 to ja już dawno śpię 😀 podziwiam możliwość pracy nocami. pozdrawiam 🙂

  9. Uważam jednak ze ten rok urlopu macierzyńskiego to fantastyczna sprawa. Przy pierwszym synku wróciłam po 4,5 miesiacach i bylo ciężko. Możliwość bycia z dzieckiem rok czasu, przy okazji przypilnowanie starszego to super sprawa. Prawda jest taka ze bycie mamą to ciężka praca ale tez cudowna.

  10. No pewnie że leżę. A jakże, często nawet. Jestem mamą dzieci z różnicą wieku 11 miesięcy które teraz mają 2 i 3 lata więc ja leżę. O jak leżę… Cyklicznie leżę. Jak mi kręgosłup wysiądzie. Ale pachnę, to pewne. Najczęściej obiadem, albo jakimś specyfikiem do sprzątania. To chyba jednak się wpisuję w leżing&pachning:)

    1. Nosz kurczaki poprawiłaś mi humor. W takim razie jak masz juz tak dobrze nie wiem czego Ci życzyć. Buziaki kochana i obyś naprawdę miałą tą chwilę dla siebie 🙂

  11. Ta akcja jest naprawdę świetna – i strasznie żałuję, że miałam już na poniedziałek inny post zaplanowany i że nie dałam rady jej nigdzie „wcisnąć”. Dziewczyny miały super pomysł – oby Wasze posty dotarły do jak największej ilości osób, które urlop macierzyński faktycznie kojarzą z „siedzeniem”.

  12. Robie maaraton po wszystkich blogach co pisałysmy swoja kartkę z kalendarza i stwierdzam, że niby jesteśmy inne, ale nasze dnie z dziećmi są prawie takie same. Tylko wiek dzieci się różni! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *