Większość kobiet w pewnym okresie swojego życia chce zostać mamą. Tylko niestety los czasami komplikuje nam drogę do upragnionego macierzyństwa. I jak ostatnio w radiu i telewizji słyszę o tym, że naprotechnologia jest bardzo skuteczną metodą zajścia w ciążę to muszę się z tym nie zgodzić. Metody leczenia niepłodności od wielu lat budzą ogólne zainteresowanie środowiska lekarskiego, kościoła, polityków i osób mniej lub bardziej tym zainteresowanych. Bardzo często też wywołują niemałe kontrowersje. W ciągu ostatnich miesięcy mówi się o naprotechnologii, którą określa się alternatywą dla in vitro. Dla mnie kobiety, która starała się przez kilka lat o dziecko proponowania tego typu obserwacji to zdecydowanie strata czasu.

Zacznę od wyjaśnienia czym jest naprotechnologia?

Naprotechnologia to nic innego jak codzienna obserwacja śluzu z szyjki macicy, która pozwala kobiecie na śledzenie comiesięcznych zmian hormonalnych. Kobiety korzystające z tego systemu podobno są w stanie dostrzec wszelkie nieprawidłowości. Z naprotechnologii często korzystają pary, które mają trudności z poczęciem dziecka lub doświadczyły w przeszłości poronienia. Jest wiele metod leczenia niepłodności, wśród nich naprotechnologia, o której teraz wiele się słyszy. Niektórzy twierdzą, że to przełomowa metoda w leczeniu. A tak naprawdę nie jest niczym odkrywczym i można ją uznać za wstęp do każdego leczenia niepłodności bo to nic innego jak obserwacja i diagnostyka. Naprotechnologia nie jest metodą na uzyskanie ciąży. Nie jest również odpowiedzią na obciążenia genetyczne, które należą do najczęstszych przyczyn poronień, dlatego pary, które straciły dziecko na etapie kolejnej ciąży, powinny poddać się badaniom genetycznym. Tylko zastanawiam się jakim badaniom. Po moim poronieniu i zbadaniu tego, co w związku z nim pozostało, lekarz badający materiał genetyczny tylko poświadczył na piśmie, że poroniłam. Nie było żadnych szczegółowych analiz, dodatkowych badań itp.

Czy naprotechnologia jest na pewno alternatywą dla in vitro? Naprotechnologia, na której opiera się nowy rządowy program prokreacyjny, który ma wkrótce zastąpić refundację in vitro jak dla mnie nie jest alternatywą dla in vitro i mówienie, że tak jest to, jak dla mnie oszukiwanie chorych i odbieranie im szansy na dziecko. Diagnoza nie leczy Wiem, co piszę, bo dla mnie kobiety, która o zajście w ciążę i utrzymane jej walczyła ok. 3 lat, to był bardzo długi czas.

Czy mierzenie temperatury, obserwacje cyklu i fizjoterapia itd. pomogą osobom, które cierpią np. na endometriozę, lub mają niedrożne jajowody? Nie zdecydowanie nie pomogą i tu o poradę trzeba poprosić specjalistów, którzy zajmą się problemem. To lekarz specjalizujący się w leczeniu niepłodności powinien decydować o metodzie leczenia, a nie politycy. Czasem faktycznie wystarczy tylko monitoring cyklu, ale jeżeli to nie działa i nie przynosi efektów w postaci upragnionej ciąży, i nie ma innego wyjścia, to wtedy powinno się sięgnąć po inseminację i in vitro. Ci ludzie powinni się leczyć u specjalistów, a nie tak zwanych „doradców”, którzy mają konsultować pacjentów w ramach nowego programu prokreacyjnego. Dla par starających się o dzieciątko zmarnowanie dwóch lat z ich życia to stracony czas. Czas, który mogliby poświęcić na zabawę z dzieckiem podziwianie jego rozwoju, pierwszych uśmiechów. Obserwowanie cyku u kobiety przez okres 2 lat, która od lat stara się o maleństwo i niestety jej to nie wychodzi to dla mnie bezsensowne obserwacje i stracony czas.

W oczekiwaniu na cud narodzin pamiętam, że czekanie co miesiąc na 2 kreski na teście ciążowym, były to dla mnie trudnym sprawdzianem. Który kończył się wielkim rozczarowaniem i kolejnym załamaniem. Trwało to okło 3 lat, kupowane co miesiąc testy i nic. Było to strasznie dołujące i rujnowało moją psychikę, lecz nie tylko moją, ale całej naszej rodziny w tamtym okresie było naprawdę ciężko. W aptece chyba powinnam mieć kartę stałego klienta na zakup testów ciążowych. Przez ponad dwa lata co miesiąc kupowałam 1-2 sztuki. Unikałam spacerów, bo każdy spotykany na drodze wózek lub kobieta z brzuszkiem wywoływały we mnie skrajne emocje. Od zachwytu po nienawiść. Oczekiwanie na pojawienie się na teście ciążowym 2 kresek, ta niepewności potem rozczarowanie była dla mnie jak wielkim bólem dla kobiety od lat starającej się o dziecko? Każdy kolejny miesiąc dla mnie był jeszcze gorszy od poprzedniego, bo oznaczał dalszy walki o dziecko. Dlatego teraz po latach wiem, że powinnam szukać pomocy specjalistów, a nie na własną rękę wykonywać całą listę badań. Myślę, że osoby starające się od dłuższego czasu o dziecko od razu powinny jej szukać u profesjonalistów, jeśli macie dylemat, czy pójść na badanie, to pierwszym krokiem może być poczytanie o tym, na czym polega diagnostyka tu.

A to fragment z mojego pamiętnika, który ukazał się w czerwcowym miesięczniku Dziecko. Pamiętnik został wyróżniony w konkursie Pamiętnik o dziecku. „Jaśku, zmieniłeś nasze, moje życie o 360 stopni. Zmieniłeś nasze priorytety i nauczyłeś mnie bezwarunkowej miłości, ale również strachu przed wszelkim złem, które cię może dosięgnąć. Scaliłeś naszą rodzinę, która w pewnym momencie oczekiwania na ciebie nie miała się za dobrze” 

O synka staraliśmy się od czasu poronienia 3 lata. Czekanie na niego było dla nas wielką próbą, którą na szczęście dla nas i naszej rodziny przetrwaliśmy, ale ile jest rodzin, które się rozpadają, ponieważ nie radzą sobie z sytuacją, która ich spotkała. Ile jest rodzin, które oddałyby każdą złotówkę, by móc tulić w ramionach maleńkiego człowieczka. Dlatego, jeżeli wiadomo, że ta metoda nie przyniesie efektu, to, zamiast tracić cenny czas na obserwacje swojego cyklu, lepiej umówić się na wizytę u specjalistów z klinik leczenia niepłodności. W oczekiwaniu na cud narodzin należy znajdować w sobie siłę i mieć wsparcie najbliższych osób. Kto nie doświadczył choroby jaką jest niepłodność nigdy tego nie zrozumie oraz tego do jakich poświęceń jest zdolna kobieta aby móc urodzić upragnione dziecko. Żadna z metod starania się o dziecko nie daje nam 100% szansy na poczęcie, ale warto walczyć. Dlatego warto być cierpliwym i co najważniejsze wybrać zaufanego lekarza i oddać się w jego ręce. Jednak najważniejsze to nie poddawać się w staraniach o potomstwo.

41 thoughts on “W oczekiwaniu na cud narodzin”

  1. Nie wiem jakie to uczucie gdy tak długo trzeba czekać na upragnione dwie kreski na teście, nie wiem jak to jest poronić, ale wiem jak to jest gdy się drży o każdy kolejny dzień – byle donosić ciążę jak najdłużej i urodzić zdrowego Maluszka…doświadczyłam tego cudu dwa razy i jest to najpiękniejsze wydarzenie w życiu kobiety. Te dwa uśmiechnięte szkraby wynagradzają każdą uronioną łzę i każde zmęczenie.

  2. Niestety mnie też to spotkało, i jeszcze bardziej chciałam mieć dziecko. Nie chciałam pomocy lekarza, bo jakby nie było to była jego wina ( nie będę się tu rozpisywać). Dzialalam na własną rękę metodą opisaną wyżej i szczera modlitwa. Pomogło. Po 6 miesiącach udało się 🙂

  3. U mnie na szczęście nie było tego problemu z zajściem w ciąże, ale zdaje sobie sprawę, że dla wieku kobiet jest to dużym zmartwieniem. Moja koleżanka z pracy z którą siedziałam przy tym samym biurku starała się 7 lat o dziecko. Z medycznego punktu widzenia nic nie stało na przeszkodzie, wyniki oboje mieli dobre i zdaje sobie sprawę że kobieta tym bardziej jest zestresowana, ale jak to, dlaczego….. Wiem, że wtedy kiedy jeszcze pracowałyśmy było jej bardzo ciężko, ponieważ co chwila jakaś nasza koleżanka oznajmiała, że jest w ciąży i szła na zwolnienie. Przyszedł też czas na mnie a u mojej koleżanki nadal nic…
    Dzisiaj jest szczęśliwą mamą, jej córeczka w tym roku skończyła roczek i życzę jej kolejnego dzidziusia, bardzo się ciesze, ze jej się udało, ze jest szczęśliwa.

    Bardzo dużo siedzi w naszej głowie i najpierw tam musimy sobie wszystko poukładać, uspokoić się, ja wiem, że mi łatwo pisać, bo ja nie miałam tego problemu,ale z tego co mówią moje koleżanki, które długo się starały to czasami warto odpuścić, wyjechać, zrelaksować się.

    1. Tak tu masz racje czasem warto odpuścić, tylko, że przy takim pragnieniu dziecka zawsze jet to z tyłu Twojej głowy. Przynajmniej tak było ze mną.

      1. Łatwo powiedzieć komuś z boku, żeby odpuścić ale to nie jest takie proste. Trzeba czasu żeby samemu do tego dojść. Ale tak naprawdę w tym tkwi być może sekret 🙂

        1. Tak ja mimo tego, że niby odpuszczałam to cały czas myślałam o ciaży i dziecku. A każdy wózek, dziewczyna z brzuchem wywoływały we mnie skrajne uczucia.

          1. Niestety nie da się o tym nie myśleć, to siedzi ciągle w głowie i każdego miesiąca kiedy znów się nie udało jest jeszcze gorzej.. Łatwo się tylko komuś mówi z boku, ale taka osoba nie wie co czuje ta kobieta..

  4. To prawda, żr najlepiej udać się do specjalisty, bo takie czekanie może doprowadzić do skrajnego załamania nerwowego,
    albo co gorsza rozpadu całkowitego rodziny 🙁
    Dzięki Bogu ja długo nie musiałam czekać, ale za to narodziny synka,
    zamiast nas cieszyć, zmieniły się w koszmar i walkę o jego życie.

  5. My nigdy nie czekaliśmy dłużej niż 2 cykle, ale współczuję tym, które musiały i wyobrażam sobie, jak ciężki okres to musi być. Najważniejsze,że się udało <3

  6. Miałam to szczęście, że udawało się zawsze za pierwszym razem, ale szczerze współczuję tym, którzy muszą latami czekać na spełnienie swojego marzenia.

  7. Ten wpis jest bardzo bliski mojemu sercu ponieważ ja też długo czekałam nim zostałam mamą. Doskonale rozumiem co się dzieje przez lata frustracji, smutku, wyczekiwania, czasami obwiniana siebie.
    Nazywanie naprotechnologii leczeniem niepłodności jest pomyłką. O ile obserwacja i kalendarzyk pomogą w niektórych, przejściowych kłopotach, o tyle na pewno nie rozwiążą problemu niedrożnych jajowodów, endometriozy, osłabionych parametrów nasienia etc. W tych przypadkach to naciąganie i żerowanie na nieszczęściu innych (bo naprotechnologia nie jest za darmo, o czym mało się mówi).
    Zawsze mnie wzrusza, gdy wiem, że ktoś się długo starał, ale się udało. I żadna metoda nie jest wtedy zła czy niewłaściwa.

  8. Wzruszyłam się i to bardzo. Nie wiem przez co przechodziłaś, wiem natomiast czym jest strach o swoje nienarodzone dziecko. Co do samej metody, cóż ja w pierwszą ciąże zaszłam dzięki właśnie obserwacji swoich cyklów. Więc mogę jedynie stwierdzić, że jest dobra o ile kobieta zna swoje ciało i potrafi interpretować objawy jakie wysyła. Ale mimo to w pełni się z Tobą zgadzam, dla kobiety, której nie udaje się od kilku lat zajść, to nie będzie to dobra metoda.

  9. Wzruszajacy tekst. Wiele przeszlas i podziwiam Cię. Ja byłam gotowa na dziecko ok.20-tego roku życia i prawie drugie tyle czekałam na Pana Odpowiedniego. Potem planowanie próbowanie i nic. Jak „przestałam” i tym tak mocno myśleć to się udało…..dwie kreski i 1000% szczęścia. Szczęście w lipcu kończy trzy latka i jest przewspaniały. Wiele osób mi odradzalo i mówili że to za późno na dziecko i że może się chore urodzić. Nie słuchałam ich słuchałam siebie.

    1. Nie ważne czasem co inni mówią, ważne jest to, co my czujemy. I była to Twoje bardzo słuszna decyzja. A nasi chłopcy obaj są z lipca. Buziaki

  10. Zanim zdecydowaliśmy się na dziecko minęło dość dużo czasu bo 7 lat. Aż w końcu przyszedł taki dzień kiedy postanowiliśmy zaryzykować co będzie to będzie i postaralismy się i za pierwszym razem trafiliśmy na niepłodne dni a za drugim razem na teście pojawiły się dwie kreski radość poprzez łzy i obawa co będzie 😊 i teraz mamy wspaniałego synka i jesteśmy w nim zakochani❤ życzę wytrwałości kobieta starająca się o swoje upragnione maleństwo 😙

  11. My staraliśmy się przez 4 lata, a ostatecznie zdecydowaliśmy się na adopcję – i z perspektywy czasu uważamy to za najlepszą decyzję naszego życia. Warto walczyć, owszem – ale nie do upadłego i nie kosztem własnego zdrowia i psychiki. Czasami trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić i podążyć inną drogą. Pozdrawiam.

    1. To była pewnie dla Was trudna decyzja, ale macie w domu dziecko, które przecież dla Was jest najważniejsze. Gratuluje i życze wszystkiego najlepszego dla Was.

  12. Moja lekarka twierdziła, że nie mogę mieć dzieci, a potem stał się cud 🙂 Choć ciąża była zagrożona, więc całą spędziłam w strachu, a przy porodzie omal oboje z dzieckiem nie umarliśmy, to wydarzył się drugi cud i oto jesteśmy 🙂

  13. Ja w wieku 18-lat usłyszałam, że nie będę mieć dzieci od ginekologa. Potem studia pedagogiczne praca z dziećmi. Łażenie po lekarzach już przy 10 przestałam liczyć ilu ich odwiedziłam. Hormony, leki do kitu wszystko było. Nie miałam w ogóle owulacji, a jak była robił się torbiel. Po drodze zmienił się mój życiowy partner, Co dodatkowo nie pomagało. Wreszcie poznałam mojego obecnego i jedyne męża. On ze mną znów podjął walkę o dziecko. Trafiłam na cudownego lekarza, zaczęłam się modlić, brać witaminy badania i udało się zaszłam w ciążę, potem jednak od razu musiałam o nią walczyć. Organizm bardzo chciał pozbyć się dziecka, tratował jak intruza, do tego wraz z ciązą rosnął 2 razy większy torbiel. 9 miesięcy leżenia w różnych szpitalach, każdy dzień walki, lekarze nie dający szans, na donoszenie dziecka. Rodzina, która nie wspierała. Oparcie miałam tylko w mężu i w nienarodzonym dziecku, które czułam, ze na mnie liczy. Po wielu trudnościach i koszmarnej ciąży Łucja urodziła się 2 dni przed terminem. Jednak tego strachu ile razy myślalam, że ją straciłam nie zpaomne do konca zycia. Jednak ona miala ogromna sile i chec zycia. Ja obecnie jestem w 2 ciąży i momo ponownych trudow sie nie poddaje, Łucja mega wspiera mnie bo patrzac na nia wiem, że w zyciu nie ma rzeczy niemozliwych jesli czegos bardzo chcemy.

  14. Czytając takie teksty uświadamiam sobie, jakie mam szczęście, że nie musiałam przez to przechodzić. Cieszę się, że Wam się udało i myślę, że masz rację-najlepiej polegać na specjaliście i nie tracić cennego czasu.

  15. Moje dwie kreski pojawiły się nadspodziewanie szybko i trudno mi sobie wyobrazić, jak trudne jest oczekiwanie na nie przez kilka lat. Przykre, że tak wiele trudności napotykają na swojej drodze osoby, które tak strasznie pragną mieć dziecko. Cieszę się, że Wam się udało! Z synka prawdziwy cud 🙂
    Trochę natomiast mogę wyobrazić sobie trudną sytuację utraty dziecka, gdyż o mały włos a musiałabym się pożegnać ze swoim, zanim jeszcze je ujrzałam…

    Mam jednak jedną uwagę, popraw mnie jeśli się mylę. Według mojej wiedzy naprotechnologia to coś znacznie więcej niż obserwacja śluzu i cyklu kobiety. To oczywiście podstawa planowania ciąży, ale naprotechnologia zajmuje się również leczeniem różnych rodzajów niepłodności, diagnozuje problem i szuka rozwiązań (bardzo często winna jest np. dieta lub nietolerancje pokarmowe). Oczywiście nie odpowie na wszystkie problemy, ale myślę, że ma przed sobą dużą przyszłość 🙂

    1. Oczywiście tak to obszerna diagnostyka, jednak przy pewnych problemach które wykluczaja nturalne poczęcie niestety czasem In vitro jest jedyna szansą na dzidziusa.

  16. Nie jestem mamą, na tę chwilę nie planuję być, ale bardzo oburza mnie mieszanie polityki do życia osobistego. Każdy ma prawo decydować o swojej moralności, o swoich wyborach. I dokładnie, żadna metoda nie daje 100%, ale in vitro jest najlepszą szansą.

    1. Ta i o to mi w tym wpise chodziło że przy problemach z zajściem w ciażę przez kobietę to jej powinno pozostawiać się ostateczną decyzję. Był program invitro i został zlikwidowany a szkoda, bo niektórych ludzi nie stać na tak ogromne kwoty jakie trzeba wyłożyć na leczenie.

  17. Przeczytałam i łzy płyną mi ciurkiem… Mam wrażenie ze czytam samą siebie. Przeżyłam to samo. Teraz czekam leżąc już 7 miesiąc na moją Ukochaną Zosie. Ciąża w moim wypadku nie jest może najladwiejsza ale warto wszystko przetrwać!!! Chciałabym podziękować Autorce tego blogga z całego Serca bo dała mi siłę na te kilka tygodni które mi pozostało do momentu kiedy w końcu przytule Moje Maleństwo😊😍😙

    1. Aż mi łzy zakręciły się w oku, bo jak pomyślę o straconym dziecku to wiem co czujesz. Będę o Tobie myślała i trzymała kciuki za to by Wasza historia miała szczęśliwy finał. Pozdrawiam i przytulam.

  18. w moim przypadku lekarz stwierdził niepłodność – bo długich i męczących cyklach badań. Wybraźcie sobie mój szok kiedy nagle pół roku temu okazało, że jestem w ciąży 🙂 Dlaczego o tym mówię, a no dlatego, że czasem warto zasięgnąć opini drugiego specjalisty (i to faktycznie specjalisty) niż Twojego stałego lekarza

  19. szczerze powiem ze nie sledzilam na biezaca sprawy in vitro wiec jestem zazenowana tym co przeczytalam. Obserwacja sluzu z tego co wiem od znajomych ciezarnych przydaje sie kiedy planujesz np. plec dziecka, a nie kiedy od dluzszego czasu starasz sie o dziecko :/ mam tlyko nadzieje ze kobiety beda jednak korzystac z pomocy specjalistow, a nie jakichs tam „doradcow”

    1. dobrze, że pojawił się głos rozumu w tych wszystkich politycznych bredniach. Dla mnie czekanie i stosowanie tej naprotechnologii to zmarnowany czas, nerwów i zdrowia. Bo faktycznie problem może być poważniejszy niż niergularny cykl – co już jest jakąś informacją – więc naprawdę lepiej korzystać z pomocy specjalistycznych ośrodków

  20. gratulacje z powodu upragnionych narodzin i podziwiam silę Twoją i Twojej rodziny. Dobrze, że pojawił sie taki wpis bo może da on chociaż iskierkę nadzieji dla kobiet, które zmagaja sie z problemem zajścia w ciążę, a przede wszystkim wskaże im jakiś kierunek dzięki informacji o diagnostyce. My na razie myślimy o pierwszym dziecku dlatego póki co „przeszukuję” sieć, czytam i podziwiam siłę i wytrwałość kobiet 😉

  21. dobrze, że pojawił się głos rozumu w tych wszystkich politycznych i nie-politycznych bredniach. Dla mnie czekanie i stosowanie tej naprotechnologii to zmarnowany czas, nerwów i zdrowia. Bo faktycznie problem może być poważniejszy niż niergularny cykl czy zmiana nie wiem konsytencji śluzu – więc naprawdę lepiej korzystać z pomocy fachowców i odpowiednich ośrodków

  22. Co nieco wiem o „naprotechnologii”, bo sama od wielu, wielu lat obserwuję swój cykl. Przede wszystkim naprotechnologia to nie tylko obserwowanie śluzu. To wykorzystywanie kilku różnych zmiennych, aby określić dokładnie swój cykl. Ponad to naprotechnologia także leczy niektóre nieprawidłowości stosując różne metody, w tym też chirurgiczne.
    Jak dla mnie każda kobieta wchodząca w dorosłość, nawet jeżeli nie chce jeszcze zostać matką, powinna swój cykl dobrze poznać. Właśnie po to, aby szybko wykryć i wyleczyć ewentualne nieprawidłowości, które później mogą przyczynić się do problemów z poczęciem. Nie zrozum mnie źle. Absolutnie nie uważam, że naprotechnologia to alternatywa dla in vitro. Dla mnie to podstawa. I jeżeli mają już coś refundować, to mieliby to zacząć od podstawy właśnie a nie od końca. Sama mimo bezproblemowych cykli mam problemy ze sprowadzeniem na świat dziecka. Trzy razy poroniłam, co wiązało się z masą badań, za które oczywiście musiałam zapłacić sama. W moim przypadku to tylko loteria. Ani napro ani in vitro by nie pomogły.
    A jeśli chodzi o badania genetyczne po poronieniu, to można wykonać dokładne badanie genetyczne zarodka (lub tzw resztek po poronieniu). Kosztuje to kilkaset złotych i można się z nich dowiedzieć, czy zarodek był wadliwy genetycznie. Tylko oczywiście w szpitalach nie informują o takiej możliwości… Mnie ani razu nie poinformowali…

    1. Jeżeli chodzi o informacje ze szpitala ja po poronieniu tez nie otrzymałam takich informacji. Ja nie krytykuje samej naprotechnologi. Bo każda kobieta która pragnie zostac mamą powinna doskonale znać swój cykl i do tego służy ta metoda. Ale słysząc glosy że in vitro jest złym rozwiązaniem dla ludzi która zrobili już chyba wszystko to dla mnie nie zrozumiale. Za porady konsultantów naprotechnologi trzeba płacić i wiem ze calkiem spore pieniadze. Oczywiście od tego trzeba zacząć. Al we nie zabraniać i odmawiać finansowania in vitro.

  23. U nas in vitro to był jedyny ratunek 10 lat starania i nic, o czasie zmarnowanym na naprotechnologię to nie wspomnę już ;/ W końcu wybraliśmy sie do dr Anny Cygal do invimedu i tam dostaliśmy zielone światełko i po roku w końcu nam się udało, po tylu latach wystarczył 1 rok w klinice… Teraz czekamy na nasze maleństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *