Po czasie, jaki spędziliśmy z Jasiem na SOR w Szpitalu na Spornej jestem wykończona. Na szczęście już jesteśmy w domu, Jaś dostał 5 kroplówek i już czuje się o niebo lepiej. Nawet nie wiecie, co tam się dzieje i jak to wygląda od środka:) Ja po przebiegnięciu półmaratonu nie byłam tak zmęczona jak po nieprzespanych 2 nocach i dniach.

Rodzicu bądź przygotowany na wszystko:)

  1.  Po pierwsze zabierz dla dziecka spory zapas jedzenie i picia nie wiadomo, kiedy Was przyjmą.
  2.  Ulubioną zabawkę,   lub coś, z czym dziecko jest bardzo związane,    książeczki itp. pomoże to przy badaniach, kroplówkach i innych zabiegach.U nas miś sprawdził się rewelacyjnie.
  3. Oczywiście fajnie jak w domu masz w jednym miejscu spakowana torbę na wypadek pobyty w szpitalu -ja nie miałam i przy lecącym przez ręce Jaśku był to dodatkowy stres, choć daliśmy rade sprawnie spakować najpotrzebniejsze rzeczy to teraz już sobie obiecałam, że będę miała przygotowaną taką żelazna rezerwę szpitalną.
  4. Dokumenty swoje i dziecka pesel
  5. Kocyk lub coś do okrycia maluszka
  6. Zapas cierpliwości

Jak wygląda organizacja SOR-u?

Każdy pacjent trafiający na SOR podlega wstępnej ocenie – triage ( segregacji medycznej). Od razu osoba przyjmująca dziecko  decyduje  o tym, jaki ma priorytet. Czerwony zmusza  natychmiastowych działań ratowania życia, żółty – to działania odroczone, gdy stan pacjenta pozwala nam na rozciągnięcie działań w czasie od 15 minut do 60 minut, a obszar zielony i niebieski  to obszar przyjęć planowych i innych, bo SOR jest też izbą przyjęć dla szpitala. Pacjenci z priorytetu czerwonego wymagają działań natychmiastowych, tu liczy się każda sekunda czy minuta, oni nie czekają w kolejce na przyjęcie. To są pacjenci przywożeni zazwyczaj przez pogotowie. Z reguły zespół ratownictwa uprzedza, SOR, że wiezie pacjenta,    i przygotowywany jest dla niego obszar resuscytacyjny, gdzie kontynuowane są działania ratunkowe. Resuscytacja to przywrócenie pacjentowi czynności krążenia i oddychania, bez przywrócenia świadomości. Reanimacja, to też przywrócenie czynności krążenia i oddychania, ale z przywróceniem świadomości pacjenta.

My przy przyjęciu w rejestracji dostaliśmy żółtą  kartkę jak dla nas to bardzo  dobrze, bo wtedy  czas na przyjęcia wynosi do godziny chyba, że będzie dużo ostrych przypadków z kolorem czerwonym. I faktycznie przyjęto nas dość szybko, choć po rozmowach z ludźmi, którzy mieli zieloną lub niebieską kartkę, którzy czekali np. od 10 rano a już była 18 to szok. Bardzo dużo mam  z malutkimi dziećmi. I tu  zdecydowanie SOR nie jest przygotowany na przyjmowanie najmłodszych, powinno być miejsce dla matek, które mogą zagrzać dziecku  picie, jedzenie a tu nic takiego nie ma a szkoda, bo widziałam jak mamy często bardzo młodziutkie dziewczyny sobie nie radziły, bo nie przewidziały, że tak to wygląda. Choć  gro przypadków zdecydowanie na SOR się nie kwalifikowało, bo są inne instytucje przeznaczone do normalnego leczenia. Fakt faktem, że duży ukłon dla oddziału za to, że błyskawicznie zajmują się noworodkami, w czasie, kiedy my byliśmy były 3 przypadki i maluchy zostały przyjęte prawie, że natychmiast.

My spędziliśmy na korytarzu dzień i noc i powiem Wam, że w warunkach naprawdę kiepskich, choć dla mnie nie liczyło się to czy ja będę miała  się gdzie przespać tylko to żeby udzielono pomocy Jasiowi. Choć  warto gdyby ktoś pomyślał również o mamach, które robią za pielęgniarki całą czarną robotę  przy maluchach, czuwają przy kroplówkach dzieci itp. by miały troszkę lepsze warunki. Po 2 nieprzespanych nocach, jednej spędzonej na krześle na korytarzu gdzie wszyscy się o mnie obcierali,   nie chciałabym dłużej tam przebywać.  Choć na chwile karmienia Jasia mogłam się z nim położyć  na leżance i w nocy jak była super pielęgniarka tez mogłam się z nim na chwilkę  położyć, nie było mowy o spaniu, ale zawsze to coś dla umęczonej mamy.

20150223_200125 20150224_034910 20150224_035124

A teraz pytanie do Was czy Wy miałyście okazję przebywać na  oddziale SOR-u i jak to wspominacie. Bo ja nie chciałabym  tam już wracać pomimo iż personel naprawdę się stara i uwija przy małych  pacjentach  jednak warunki pozostawiają wiele do życzenia. A pobytu w szpitalu można było uniknąć , ale mądry Polak po szkodzie. Wymioty i biegunka tak wymęczyły Jasia że nie chcieliśmy ryzykować i wolałam spędzić prawie 2 dni  na siedząco niż ryzykować jeszcze większe odwodnienie u Jasia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *